30 grudnia 2011

Rozdział 5 .

Wyszłam szybko z klasy nie zwracając uwagi na Luce . Zabrałam wszystko z szafki i kierowałam sie do głównego wyjścia szkoły , kiedy usłyszałam znajomy głos , był to głos Luci .
- Dayana , zaczekaj ! - zatrzymałam sie otwierając drzwi od szkoły . Luca dobiegł do mnie . - Dayana ...
- Co?
- Poszłabyś ze mną na jakiegoś shake , czy coś ?
- Z chęcią . Dobrze mi to zrobi po takim dniu . Ale jest jedna zasada ...
- Jaka ?
- Ty stawiasz ....
- No ok .
- Tylko zadzwonie do mamy , żeby sie niepkoiła .
- Spoko .
Wyciągnęłam telefon z tylniej  kieszeni jeansów i wybrałam numer do mamy .
- Halo ?
- Cześć mamo , Yyy .... ja będe w domu gdzieś za 30 ,40 minut, ok ?
- No dobrze , ale gdzie idziesz ?
- Chciałam iść z Lucą na shake albo coś .
- Okej , idź .
- Dzięki mamo , na razie . 
- Pa .
- I co ? - pyta zaciekawiony Luca .
- Zgodziła sie .
Wyszliśmy poza tereny szkoły . Było po godzinie pierwszej po południu ,na mieście nie było zbyt wiele ludzi . Promienie wrześniowego słońca przedzierały sie przez szare , ponure chmury . Szliśmy przez leje parku . Gdzie nie gdzie na ziemi leżały złote i pomarańczowe liście .
- To co gdzie idziemy ? - zapytałam .
- Nie wiem , może do McDonalda ? - zaproponował .
- Nie , nie nawidze tej knajpy . Może KFC ?
- Jak tylko chcesz .
- Wiesz ...
- Co ?
- Jest jeden problem .
- Jaki ?
- Nie znam drogi do KFC .... -zaśmiałam sie słodko . 
- No to musze poprowadzić - uśmichnął sie uroczo .
- Nie uwierzysz jak ci powiem ...
- Ale co ?
- Namówiłam w koncu mame żeby nauczyła mnie grać na gitarze  . Czasami razem pogrywamy coś , a ja śpiewam . Mama gra na swojej starej , a ja mam nową .
- To extra .
- Bardzo sie ciesze z tej gitary . Jest cała czarna , taka jaką chciałam .
- Może byś kiedyś mi coś zagrała ?
- No nie wiem . Jestem chyba zbytnio wstydliwa .
- No weź  , wiem , że dasz rade.
- O jesteśmy już na miejscu . - powiedziałam widząc logo KFC na dużym wierzowcu .
- Prosze - Luca otworzył mi drzwi i wszedł za mną .
- Dzięki , gdzie siadamy ?
- Nie wiem . Może tam przy oknie .
- Ok .
Usiedliśmy przy stoliku na przeciw siebie . Wyczułam , że jego spojrzenie ląduje na mnie , a konkretniej spoglądał w moje oczka , myśląc , że tego nie wiem .
- To co zamawiamy ? - przerwałam panującą cisze.
- Ja chyba sobie zamówie hamburgera , jestem strasznie głodny ... A ty ?
- Poprosze waniliowego shake i frytki ...
- Z solą czy ketchupem ?
- Z solą .
- Ok .
Spojrzałam na wyświetlacz X-perii . Podobno jakaś jedna nieodebrana wiadomość . Odblokowałam telefon i przeczytałam wiadomość od mamy .
< Hej córciu , kiedy wracasz ? Źle sie poczułam więc jade do lekarza , aby przepisał mi jakieś leki . Jakwrcisz dodomu zadzwoń lub napisz. Prosze odpisz . >
" Biedna mama " - pomyślałam .  Nie zamierzałam napisać jej o jedynce więc szybko wystukałam na dotykowym ekranie odpowiedź .
< Mam nadzieje , że wszystko będzie ok , napewno zadzwonie . >

27 grudnia 2011

Rozdział 4 .

- Ej Dayana ! Zaczekaj ! - usłyszałam na korytarzu głos Luci . Zatrzymałam sie .
- Hej .
- Cześć . To dziwne , minęły dwa tygodnie szkoły i tak dużo nauki.
- No , szczerze - nie przepadam  za szkołą .
- A kto przepada ? - zaśmiał sie . - Zjesz ze mną lunch ?
- Z miłą chęcią .
Weszliśmy do stołówki . Wzięłam sałatkę owocową .
- Gdzie siadamy ?
- Chodźmy na dwór . Póki jeszcze ciepło .
- Ok .
Zaczęłam mieszać plastikowym widelczykiem w sałatce .
- Chcesz coś do picia ?
- A co ?
- Idę po colę , chcesz ?
- Jasne .
Zaczęłam wyjadać truskawki patrząc jak Luca znika w tłumie . Po dwóch minutach  wrócił z dwoma kubeczkami coli .
- Prosz .
- Dzięki .
- Siemka ślicznotko . Co tam jesz ? - Dawid podbiegł do mnie i objął mnie w pasie .
- Ej , ej łapy przy sobie ! - krzyknął  Luca . Dawid szybko mnie zostawił i usiadł obok tak , że stykaliśmy sie ramionami .
- Co teraz macie ?
- Ja angielski .
- A ty Luca ?
- Matma .
- Yeah ! - krzyknął Dawid - Mam ze ślicznotką !
- Dawid ! Lepiej mnie nie wkurzaj ! - warknęłam na niego .
- Ok , spoko .
- O cholera . Już dzwonek , a prawie nic nie zjadłam - powiedziałam.
- Chodź Dayi idziemy  na anglika . - powiedział Dawid kładąc ręke na moim ramieniu .
- Eee , łapy precz ! - powiedziałam kręcąc przecząco palcem - I nie mów tak do mnie .
- Ok , ok .
- To do zobaczenia Luca ! - krzyknęłam z oddali .
- Na razie  ! - odkrzyknął z korytarza .
Doszliśmy do sali od angielskiego . Była to chyba sala 206 , czyli II piętro .
- Dayana , moge sie dosiąść ?
- Jasne .
Dawid usiadł obok mnie . Przez chwilę zagłębiłam się w jego niebieskich oczach . Wpatrywanie przerwała mi jakaś lalunia .
- Ej , nowa ! Spadaj ! To moje  miejsce ! - krzyknęła.
- A niby kim ty jesteś ?
- Ja ? - zapytała oburzona - To ty nie wiesz kim ja jestem ?! Hello , jestem Chelsea Brown .
- O , to ty jesteś tą dzianą , przemondrzałą lalunią , o której Luca mi opowiadał .
- Luca Whitkes ? To on tak o mnie powiedział ? - Chelsea była lekko załamana , ale miałam to gdzieś .
- Tak , właśnie on !
Chelsea wybiegła z płaczem z klasy .
- Niezła jesteś ! - powiedział Dawid .
- Ale w jakim sensie ? - zaśmiałam sie .
- We wszystkich . Przybij ! - przybiłam z Dawidem piątke  , gdy nauczycielka weszła do klasy .
- Dzień dobry klaso . - powiedziała znudzona jakby w ogóle nie chciała mieć z nami lekcji . Chociaż to prawda . Klasa na jej rzekomo miłe dzień dobry nie odpowiedziała . Chłopacy z tylnich ławek pisali do siebie sms- y , więc baba zrobiła kartkówkę z tematu , którego nie było wcześniej . Po około 10 minutach czytała już oceny .
- Dawid Stuard  -    2 minus .
- Dayana Jordan - 1 ....
Nareszcie zadzwonił dzwonek .
- Za co jedynke dostałam ? ! - rzuciłam sie na Dawida .
- Nie wiem , ja nawet dostałem dwóje .
- Przecież sie uczyłam , tylko nie bierz mnie za kujonke . Mam plan ...
- Jaki ?
- Ide do niej . Nie ma innego sposobu , idziesz ze mną ?
- Pewnie .
Doszliśmy do pokoju nauczycielskiego . Siedziała tam popijając herbate i rozmawiając z panem od matmy . Grzecznie zapukałam i weszłam do środka.
- Dzień dobry .
- Dayana , a ty czego tu szukasz ?
- Ja mam do pani sprawę .
- Do mnie ? A niby jaką ?
- Bo właściwie ja sie uczyłam z tego tematu co była kartkówka , więc dlaczego dostałam jedynke .
- A co ty ode mnie chcesz drogie dziecko .
- Prosze tak do mnie nie mówić . Dlaczego dostałam jedynke , uczyłam sie z tego rozdziału .
- No bo ..
- Bo co ?
- Po pierwsze - nie pyskuj , a po drugie - nie lubie cie i tyle.
- I tylko za to dostałam jedynke ?
- Prawde mówiąc - Tak ...
- Chodź Dawid , spadamy !
- Ok .
Pociągnęłam Dawida za rękaw bluzy i powędrowałam do swojej szafki . Z wściekłością rzuciłam książki od angielskiego do środka.
- Hej , Dayana , co sie stało ? - podszedł do mnie .
- A nic ...
- No powiedz - złapał mnie za ramie i uśmiechnął sie lekko .
- No okej . - opowiedziałam całe zajście Luce .
- No to naprawde głupie .
- Głupie ? ! Chore psychicznie ! Baba powinna sie leczyć .
- Dobra . Nie denerwuj sie już tak . To będzie wasza ostatnia lekcja ?
- Taa , biologia - powiedziłam już troche opanowana .
- O kurcze . Ja mam jeszcze informatyke i francuski .
Gadaliśmy już o przeróżnościach , kiedy rozległ sie dzwonek . Wszyscy rozeszli się do klas . Poszłam z Lucą do sali 305 , czyli III piętro  . Spóźniliśmy sie chyba z dwie minutki .
- Dzień dobry , przepraszamy za spóźnienie - Luca przepraszał , a ja stałam obok niego zakłopotana .
- Dzień dobry , prosze siadać .
Zajęliśmy przedostatnią ławke .
- Jordan i Whitkes ... Macie wpisane spóźnienie .
" Jakiś pechowy ten dzień " powiedziałam sobie w myślach . Całą lekcje Doubtfive przynudzała o ciele człowieka . Zadała mase ćwiczeń . Nareszcie rozległ sie dzwonek . To przetrzymała nas jeszcze z 5 minut. W końcu nas wypuściła .

26 grudnia 2011

Rozdział 3.

Zeszłam na dół do mamy .
- I o czym tak rozmawialiście ? -zapytała zaciekawiona mama .
- A co ?
- A tak sie pytam .
- Mam pytanko .
- Tak ?
- Moge iść na spacer po plaży ?
- Sama czy z kimś ?
- No z Lucą .
- No nie wiem córcia .
- Oj mamo ...
- Kiedy ?
- Gdzieś za 15, 20 minut po mnie podejdzie .
- Ale obiad będzie za 5 minut . Może Luca by poczekał ? Lub zjadł z nami ?
- Nie wiem . Jak przyjdzie , to sie okaże .
- Prosze bardzo - mama podała mi talerz z obiadem .
- I jak , dobre ? - zapytała mama , gdy tylko ugryzłam pierwszy kęs .
- Mmm ... Pyszne .
Po 15 minutach od telefonu Luci usłyszałam dzwonek do drzwi .
- To pewnie Luca. - powiedziałam wkładając talerz do zmywarki .
- Nie chcesz dokładki ?
- Nie , nie dziękuje .
Podeszłam do drzwi i ujrzałam uśmiechniętego Luce .
- Hej .
- Cześć . Poznaj moją mame . Mara Jordan .
- Dzień dobry  , jestem Luca Whitkes . Miło mi panią poznać .
- Wzajemnie . Mara - mama Dayany .
- To mamo my lecimy . Pa !
- Baw sie dobrze . Pa
- Dzięki .
- Do widzenia.
Poszliśmy tyłem mojego domu i weszliśmy tylnym wejściem na plaże .
- Cudowny jest ten ocean  .
- No . A moge cie o coś zapytać ?
- Jasne . Pytaj śmiało , nie krępuj sie .
- Gdzie wcześniej  mieszkałaś ? To znaczy z kąd przyjechałaś ?
- Z St . Joseph , a ty ile lat mieszkasz w Kalifornii ?
- To moje rodzinne miasto , urodziłem sie w L.A .
- To extra .
- Sory , że takie głupie pytanie , ale opowiesz mi coś o sobie ?
- Ale co chcesz wiedzieć ?
- No nie wiem  .
- No ok . Urodziłam sie 14 kwietnia , mam 15 lat . Jestem z St. Joseph . Moja babcia , a właściwie prababcia była słynną projektantką  . Anne Alice Jordan . W domu , na strychu mamy kilka jej słynnych projektów  , które są warte nawet 5 tysięcy dolarów . Może teraz ty mi coś o sobie opowiesz ?
- Chętnie . Jestem Luca Whitkes . Urodziłem sie tutaj  , 16 października....
- O to za miesiąc .
- Mam tyle samo lat co ty . Mam młodszą siostre - Rose . Jest strasznie męcząca , ma 10 lat i kocha mode . Moja mama to Alice , jak twoja prababcia , a tata to Jason .
- Fajnie, a czy twoja rodzina ma może jakąś słynną przeszłość ?
- Nie przypominam sobie .
- Ah - spojrzałam na ekrantelefonu -  Kurcze , już sześć po piątej . Jeszcze mam tyle zadane...
- To co może wracamy ...?
- Ok .
                                                   ***
- Hej mamo ! Już wróciłam .
- Cześć , i jak było ?
- Super .
- Nawet nie wiesz kto nas odwiedził ...
- Kto ? - próbowałam spoglądać do salonu , ale mama mi zasłaniała  .
- Moja dawna przyjaciółka Jenny . Przeprowadziła sie tutaj . Pamiętasz ? - spojrzałam na mame z pytającą miną . - Ta , która ma syna . Twój najlepszy kolega z dzieciństwa . Ryan Black . I co ? Pamiętasz ?
- Aaa . Naprawdę ? Przeprowadzili sie tu ?  - ucieszyłam sie , bo kiedyś sie dłużyłam w Ryanie .
- Tak , kilka przecznic z tąd .
- To extra .
- Miałam nadzieje , że to powiesz ...
Mama wróciła do kuchni i ciągnęła dalej rozmowe z Jenny . Ryan podszeł do mnie . Miał cudowne , czekoladowe oczka i szatynowe , krótko ścięte włosy .
- Dayana , to ty ? Jesteś jeszcze piękniejsza niż wtedy kiedy mieliśmy po 10 lat  . - powiedział z uśmiechem na twarzy .
- Dziękuje .
- Ooo byłaby z nich taka ładna para - powidziała  moja mama .
- Ryan . Moze chodźmy na góre . - zaproponowałam .
- Okej . Prowadź .
Zaprowadziłam Ryana na góre i weszłam do pokoju .
- Siadaj - pokazałam na łóżko- Więc , długo tu już jesteście  ?
- Od jakiś 30 minut .
- Aaa . Przepraszam , że mnie nie było , ale byłam z kolegą na spacerze .
- Nie no spoko . Do jakiej szkoły chodzisz ?
- Do Los Angeles College . A ty ?
- Do tej samej.
- To super . Wiesz co przepraszam , ale mam mase zadań domowych ... - wyciągnęłam zeszyt od informatyki , matmy i francuskiego .
- Okej .
Usłyszałam głos mamy .
- Dayana ! Telefon !
- Już lece - odkrzyknęłam i zbiegłam po telefon . Wbiegłam na góre . Ryan wyglądał za okno .
- Przepraszam . Luca dzwoni .
- Jaki Luca ... - Ryan nie wiedział o kogo chodzi.
- To ten z którym byłam na spacerze .
Ryan nic nie powiedział , tylko westchnął zawiedziony .
- Hej Luca , co cie do mnie sprowadza ?
- Hej , mam takie pytanie .
- Nom , dajesz .
- Co było zadane z informatyki ?
- Poczekaj  - przeżuciłam dwie kartki zeszytu i podałam Luce zadanie . - Zapisałeś ?
- Tak ... - już chciałam sie rozłączyć , ale szybko wydusił z siebie jedno zdanie - Mógłbym do ciebie wpaść ? Byśmy razem odrobili lekcje - propozycja Luci lekko mnie zszokowała .
- Wiesz no nie wiem . Mam gościa . Dawnego przyjaciela z dzieciństwa , który przeprowadził sie tutaj , ale wiesz co - zapytam mame .
- Ok .
- Mamo może do nas wpaść Luca ?
- Tak , jasne , niech wpada .
- Dzięki - przyłożyłam słuchawke do ucha - Mama sie zgadza .
- To za 15 minut będe .
- Ok. Papatki ,.
- Hej .
- No to będzie nam weselej - powiedziałam uśmiechając sie w strone Ryana - Wpadnie Luca.
- To super - Ryan znów spojrzał za firanke .
- Spoko . Luca jest fajny .
Ryan nic na to nie powidział .
- A czemu dzisiaj cie w szkole nie było ?
- Dopiero dzisiaj rano przyjechaliśmy .
- Aham . Bardzo sie ciesze , że mieszkacie teraz tu . Bardzo tęskniłam kiedy wyprowadziłeś sie z St. Joseph - na twarzy Ryana w końcu pojawił sie uśmiech .
- Ja też bardzo tęskniłem .
- Zaraz wracam , chcesz coś do picia ? Woda , sok , cola czy sprite ?
- Sprite .
- Ok , zaraz wracam ...
 ##################################################
I jak ? opłaca sie dalej pisać ?
Czekam na komki ... ; ]]

24 grudnia 2011

Rozdział 2.

W poniedziałek po pierwszej lekcji , czyli matmie na korytarzu zaczepił mnie jakieś chłopak .
- Hej mała . Ty jesteś ta nowa ?
- Taa . A ty co masz do mnie ?
- Zgrywasz niedostępną ? Ja jestem Kendall . A ty jak masz na imie ?
- Ja ?
- Tak ty .
- A co cie to ?
- Podobasz mi sie .
- Spadaj .
Jakiś chłopak usłyszał naszą rozmowe . Był identyczny jak w moim śnie .
- Kendall , Spadaj ! - podszedł do Kendall'a i zaczął go odpychać , aż w końcu odszedł.
- Eee.. dzięki za pomoc.
- Nie ma sprawy . To ty jesteś ta nowa ?
- Zgadza się .
- I jak ci sie podoba w naszej szkole ?
- Super . Tylko musze przyzyczaić sie , no i inni też .
- Tak poza tym , to jestem Luca .- niemożliwe , moja mama miała rację .
- Eee... Yyy ... - nie wiedziałam co powiedzieć . Nagle poczułam motylki w brzuchu i odruchowo go złapałam .
- Coś nie tak ? Boli cie brzuch ?
- Nie wszystko ok . Przepraszam . Aha , ja jestem Dayana Jordan .
- Hej . Miło mi ciebie poznać .
- Dziękuje i wzajemnie .
- Czy to właśnie nie twoi rodzice otwirają knajpe przy plaży ?
- Tak to oni .
- Masz dzianych rodziców . I nie jesteś taką dziunią jak Chelsea .
- A kto to jest ?
- Chelsea Brown uważa sie , że jest najlepszą , najładniejszą dziewczyną w szkole , tylko dlatego ,  że ma dzianych rodziców . Każdy chłopak do niej startuje , ale jak ciebie poznają to każdy będzie to ciebie startować.
- Dzięki ,.
- Jaką masz teraz lekcje ?
- Ja ? Ja chyba mam biologię .
- To extra sie składa , bo ja też . Z kim masz ?
- Nie wiem .
- To sie dowiesz . Będziesz mieć z Doubtfive . Stara , odrażająca baba.
- Ah dzwonek . Chodźmy . Tylko poprowadź .
-Okej .
Weszliśmy do sali od biologii . Usiadłam w przedostatnej ławce .
- Yyy ... Dayna . Mogę sie dosiąść ?
- Jasne .
Babsko przegadało całą lekcje , co tam będziemy robić i w ogóle . Kiedy zadzwonił dzwonek na przerwe wszyscy zerwali sie na luch .
- Dayana ?
- Nom ...
- Zjesz ze mną luch .. ?
- Jasne . To znaczy ...
- Tak ?
- Jeżeli nie masz nic przeciwko , to jasne .
- No to chodźmy .
Szliśmy zatłoczonym korytarzem , aż w końcu doszliśmy na stołówke . Wzięłam na tackę hamburgera i wode mineralną .
- Ej , dosiądziemy sie do mojej paczki ?
- Jasne . Z miłą chęcią ich poznam , jeżeli zechcą .
- Zechcą , zechcą . Z chęcia cie poznają .
Doszliśmy do stolika , przy którym siedziała jedna dziewczyna , chłopak i jakaś zakochana parka.
- O Luca , kogo przyprowadziłeś ? - zapytała dziewczyna w długich brązowych włosach .
- To Dayna Jordan .
- Hej .
- Aaa Dayana to Jasmine lub Jasmie.
- Hej , miło mi ciebie poznać .
- Dzieki , ciebie też .
- Obok niej siedzi Dawid .
- Siema . Jesteś zabujczo śliczna  .
- Dzięki , cześć - Dayana .
- Dawid lubi podrywać dziewczyny .
- Ee . Tylko te ładne .
- A tyo nasza zakochana parka . Chloe i Ian,.
- A my musimy już spadać . Przykro nam . - powiedziała Chloe szyderczo .
                                                   ***
- Hej mamo ! - weszłam do domu rzucając plecak na podłoge .
- Cześć córcia . I jak tam pierwszy dzień w szkole  ?
Usiadłam na stołku .
- Co tam pichcisz ?
- A obiadek .
- Jaki?
- Ziemniaki i gołąbki . Ty lepiej opowidaj co tam w szkole .
- Nie uwierzysz ...
- Co ?
- Poznałam chłopaka ze swojego snu .
- Nie no co ty ?
- No na prawde . I nawet ma na imie Luca . Obronił mnie prze takim Kendallem , który sie do mnie przystawiał .
- No to może być fajnym kolegą , przyjacielem a może kimś więcej .
- Mamo ! To , że dałam mu swój numer telefonu nic nie znaczy .
- Dayna . Ty żartujesz , prawda  ?
- Może tak , a może nie .
- Dayana , powiedz .
- No dałam . I co ?
- No i nic . Ciesze sie , że masz kolege .
- Nom ja też . Poznałam jego koleżanke Jasmine i kolege Dawida . Była jeszcze taka parka Chloe i Ian , ale oni i tak chyba mieli mnie w dupie ..
- Córcia. Jak ty mówisz ?
- Oj mamo . No i gdy tylko podeszłam to oni nieby musieli spadać . Sorki mamo musze spadać . - usłyszałam dzwonek swojej X-perii .
- Kto dzoni ?
- No jak kto ? Dziadek z grobu ? No Luca .
Wbiegłam po schodach na góre i weszłam do pokoju .
- Halo  ?
- Hej . Tu ja Luca .
- Cześć , sory ,że pytam ale co cie namówiło abyś do mnie zadzwonił ?
- A . No chciałem cie zaprosić na spacer po plaży . Poszłabyś ze mną ?
- Jasne . Chętnie poznam L.A .
- To super . Moge po ciebie podejść ?
- Taa - podałam Luce swój adres - To co ? To pa .
- Ok . Będe za 15 minut . Do zobaczenia .

22 grudnia 2011

Rozdział 1.

- Dayana , wstawaj . Jesteśmy na miejscu .
Usłyszałam głos mamy , opierając głowę na tylniej szybie samochodu . Za oknem szyby ujrzałam rażące mnie w oczy wrześniowe słońce . Wyszłam z samochodu i zobaczyłam nieduży , kremowy domek z czarnym dachem.
- I jak wam sie podoba ? - pyta tata zamykając jaguara .
- Cudownie .- powiedziała mama nabierając świeżego powietrza bryzy do płuc .
- Jaka to dokładnie miejscowość ? - zapytałam pocierając zaspane oczy .
- Jesteśmy w Los Angeles w Kalifornii .
- Super . Zawsze słyszałam jakie extra jest L.A. no i cała Kalifornia . Żałuje tylko , że musiałam opuścić Christine i Hayley .
- Nam też przykro , że musieliśmy opuścić St. Joseph , ale wiesz Dayana jak bardzo z tatą chcieliśmy przeprowadzić do miasta nad oceanem  i prowadzić restauracje.
- Wiem mamuś , też bardzo chce , a właściwie już nie , bo już mieszkam , ale w starej szkole tak wiele osiągnęłam ...
- Okej dziewczyny . Przestańcie . Chodźmy do środka .
Weszliśmy do domu . Po prawej stronie we wgłębieniu była kuchnia w białych , nowoczesnych meblach z czarnym , marmurowym blatem . Po środku znajdowała sie wyspa kuchenna z wysokimi krzesłami. Przy kuchni stał podłużny stół na osiem osób  . Dalej stały dwie , białe , skórzane kanapy , a po środku stał mały , drewniany stoliczek . Na przeciw sof , na ścianie wisiała 52 calowa plazma . Obok niej stał duży kaktus . Na wprost drzwi było wyjście na taras i podwórko . Po prawej stronie było biuro , łazienka i drewniane schody prowadzące na góre . Nie mogłam wytrzymać i musiałam w końcu zapytać .
- Mamo , gdzie mój pokój ?
- Pierwsze drzwi po prawej .
Wbiegłam szybko po schodach zostawiając rodziców w tyle . Weszłam do pokoju . Był pomalowny na neonowy , czerwony kolor . Pomyślałam " Rodzice mi napewno zmienią kolor " . Nie było w nim mebli , ponieważ jutro mamy iść je kupywać . Wyjrzałam za jedno z trzech okien i chyba z 5 minut przyglądałam sie naszemu podwórku i oddalonemu o kilka metrów oceanu. Zamyśliłam się - Czy kiedyś tu sie odnajde , czy znajde przyjaciół i same czarne myśli ..
- I jak ? Podoba się ? - podskoczyłam na dźwięk głosu taty.
- Drzwi były otwarte ? - zapytałam  nie słysząc wcześniej otwierania drzwi .
- Nie . Są bezdźwiękowe . - odpowiedział . " O to może przydać się na później " pomyślałam. - No , a wracając do tematu : To jak ci sie tu podoba ?
- Jest super . To znaczy jak kupimy meble i pomalujemy pokój na inny kolor .
- A jaki byś chciała ?
- Nie wiem . Może wrzosowy , oliwkowy lub poprostu pomarańczowo - słoneczny  . A tato , czemu ta zasłona tam wisi ? - wskazałam na czarną zasłonę w głębi pokoju .
- To ? A to jest niespodzianka ... - powiedział tajmniczo . - Jedyna  w domu masz balkon . Widok jest na ocean .
- To extra .
- No i plus ... Mamy swoje patio .
- Co ty nie powiesz . Naprawdę ?
- No jasne . Byle jakiego domu bym nie wybrał .
- A i mam jeszcze jedno pytanko .
- Tak ?
- Gdzie będziemy dziś spać ? - zapytałam myśląc ,  że w domu są zaledwie dwie kanapy i jedynaście krzeseł.
- W samochodzie mamy dwa materace , więc my z mamą mamy gdzie spać - śmieje sie tata .
- Spokojnie , ty jeszcze masz dwie kanapy .
                                                     ******
- Dobranoc Córciu .
- Doberj nocki na tych materacach . - zaśmiałam się leżąc na mało wygodnej skórzanej kanapie .
- No wyśpijcie się , bo jutro idziemy wybierać meble i może jakieś farby i tapety .
Zasnęłam z myślą , że już po weekendzie musze iść do nowej szkoły .

Obudziłam się po dziewiątej słysząc jak rodzice rozmawiają w kuchnii  .
- Dziendoberek . - powiedziałam z uśmiechem na twarzy wchodząc do kuchni.
- Hej słońce . Chcesz kanapeczki z pomidorem czy ogórkiem ?
- Z pomidorkiem poprsze . A mamo gdzie tu znajde lustro żeby sie pomalować ?
- W łazience .
- Córcia .. A po co ty się w ogóle chcesz malować ?
- Żeby sie komuś spodobać . - już chciałam wyjść z bananem na twarzy kiedy tata mnie zatrzymał .
- Ej , ej masz zaledwie piętnaście lat .
- Oj tato . Chyba nie chcesz żebym zestarzała sie w samotności , a poza tym chce tylko maznąć sie eyelainerem .
- No okej . Idź już . Tylko szybko , zaraz jedziemy do meblowego .
- Ok , postaram sie.
Łazienka była wyłożona brązowymi i kremowymi kafelkami . Spodobało mi sie lustro . Było chyba na pół ściany . Wcisnęłam sie w granatowe rurki , białą koszulke z nadrukiem i czerwno - białą bejsbolówkę . KLIK
Maznęłam sie szybko czarnym eylainerem i błyszczykiem . Włosy wyprostowałam prostownicą . Po około dwudziestu minutach wyszłam z łazienki .
- No co tak długo ?
- Jeszcze musze zjeść śniadanie - powiedziałam z bananem na twarzy .
- To szybko - ponagła mnie mama zakładając buty.
- Już , już .
Wzięłam gryza kanapki i zakładałam ukochane czerwne trampki . Włożyłam swoją X-perie do tylniej kieszeni i mogłam wychodzić razem z rodzicami .
                                    ***
Wieczorem siedziałam na balkonie otulona w koc . Pijam herbatę , obserwowałam wielkie fale na oceanie i rozmyślałam o swoim dziwnym śnie .
- Hej słońce - powiedziła mama wchodząc na balkon - Co tutaj robisz ?
- A tak siedze i myśle
- Mogę się przysiąśc ?
- Jasne . Yyyy ... mamo , mogę cie o coś zapytać ?
- Tak , a o co chodzi ?
- No bo wiesz . Dziś w nocy śnił mi się chłopak ...
- Dayana , zakochałaś sie ?
- Nie . Nie wiem . Nawet nie znam tego chłopaka ...
- A jak wyglądał ?
- Widziałam go tylko do ramion . Miał takie blond włosy i śliczne niebieskie oczka .
- Wiesz sama nie wiem .  Nigdy ci nie mówiłam , ale jeszcze jak ciebie nie było , to ja ... ja byłam wróżką .
- Serio ?
- Tak .
- To może coś wyptarzysz z moejej dłoni . ?
- Nie wiem czy wyjdzie . Ale spróbowac można , daj dłoń .
Zrobiłam tak jak kazałam. Przypatrywała sie moim linią papilarnym bardzo długo .
- I co ? Widzisz coś ?
- Chłopak ma na imie Luca . Chyba , nie wiem . Najprawdobodobnie poznasz go w poniedziałek alb we wtorek . Nie wiem czy się sprawdzi , bo od 10 lat nie wróżyłam z dłoni .
- A wyczytałaś może co nas będzie łączyć .?
- Dayana. Tak bardzo chcesz mieć chłopaka ?
- Nie , poprostu ciekawi mnie czy będe miała kolege czy coś ...
- Aaa... Okej córcia . Do łóżka .Dochodzi 23 . Książyc świeci , gwiazdy płoną. Ja ide do taty  , a ty do łóżka.
- Okej .
Mama wyszła . Ja zabrałam manatki i weszłam do pokoju . Wzięłam błękitną pidżame i poszłam do łazienki . Wyleżałam sie w wannie aż tak długo , że mama kazał mi wychodzić . Chyba w pół do 24 leżałam w łóżku . Zasnęłam z myślą o chłopaku o imieniu Luca.
           ####################################################################
Jak wam sie podobało  ? Opłaca sie pisać dalej . mam już gotowy rozdział 2 i niedługo 3 ....

Bohaterowie

          Dayana Jordan :

                          Jasmine Nicolman :




                      Chloe i Ian :
  

                Luca Whitkes :



                    Ryan Black :



                 Chelsea Brown :

 Dawid Stuard :